"Wolę być 4. po uczciwej walce...

icon Psycho_Mantis
poniedziałek, październik 12, 2009 - 16:43
5

splash---wywiad-lecho-10.2009.jpg

...niż 1. bo wszystkich wyrzuciłem i wiedzieć, że każdy mi gratuluje, a w duchu myśli że i tak jestem dupkiem" - tak Łukasz "lecho" Leśniewski krótko skomentował finał Ligi Cybersport i zwycięstwo smendera. Ale jak zawsze ma o wiele więcej do powiedzenia - zapraszam.

Witaj Łukaszu. Siedzimy sobie spokojnie w parku im. Kościuszki w Radomiu. Dzisiaj się relaksujemy, a w sobotę było gorąco. Jak tam wrażenia po finale Ligi Cybersport?

Hmmm... wrażenia... hmmm... Zastanawiam się jak to ująć, żeby powiedzieć to co mam na myśli, a nikogo nie urazić. Na pewno były emocje. Kiedy już dochodziło do meczów to czasem zdarzało się, że było fajnie, chociaż każdego z przeciwników musiałem pokonać po dwa razy. Ale ogólnie pod względem organizacji to był najgorszy turniej Need For Speed’a, na którym byłem przed ponad trzy lata.

Zanim przejdziemy do turnieju powiedz jak Ci się podobało miejsce imprezy czyli hala Międzynarodowych Targów Łódzkich?

Myślę, że od razu było widać, że to nie jest Warszawa i że mimo wszystko ta miejscówka jest słabsza niż te w stolicy. Nie mówię tu o hali Blue Expo, która już chyba wszystkim się znudziła, ale taka Mery była świetnie umiejscowiona i było tam świetne HLC pomimo problemów infrastruktury sieciowej. Tutaj było wyraźnie widać, że nowy sponsor Ligi, czyli 36i6 stawia bardziej na pokazanie siebie niż na esport w odróżnieniu od Heyah. Większą część hali zajmowały płatne strefy funzone. Natomiast pro-gamerzy byli umieszczeni na górze, co w sumie nie było złe, poza tym że prawie nie było możliwości ich oglądać. Ogólnie dla mnie wypadło to trochę średnio, w porównaniu do zeszłorocznej imprezy nawet bardzo słabo. Zeszłe HLC było duże lepsze pod względem show - nie ma czego porównywać i myślę, że każdy się ze mną zgodzi. Niewiadomo czego to była wina, czy miejscówki, czy biletów, czy tego że zainteresowanie esportem spadło.

A może Łódź potrzebuje po prostu czasu by się rozgrzać, tak jak Warszawa od dawna przyciągała takie imprezy? Niektórym stałym bywalcom nie chciało się PESą jechać z Warszawy do Łodzi.

Na pewno, bo wiadomo, że w Warszawie każdy ma znajomych, aby się przespać, coś zrobić. A Łódź to jest miejscówka dosyć nietypowa. Jeżeli ktoś jechał, to musiał to robić z nastawieniem na turniej. Wiadomo, że również połączenia kolejowe nie są tak dobre z Łodzią jak z Warszawą. Myślę, że dla kibiców nie było to najlepsze rozwiązanie. Warszawa to jest Warszawa.

Wspomniałeś, że strefa graczy pro była na górze, a my - w sensie graczy Need For Speed'a - byliśmy na dole. Jak ci się podobało umiejscowienie nas w samym środku wydarzeń.

<śmiech> Bardzo dosłownie w samym środku, bo staliśmy sobie pośrodku korytarza. Śmieszna sprawa, bo Gold Zone było ogrodzone, pilnowali tam wejścia strażnicy itd., natomiast strefa gdzie toczyły się turnieje o 5000 zł była w samym środku. Co chwila podchodziły dzieci i pytały się czy można zagrać, siadały na komputerach turniejowych.

Przejdźmy do samego turnieju. Do finału dostałeś się jako pierwszy, gdyż w pucharze lutego wygrałeś, a Chris był drugi, którego zresztą na finale z powodów zawodowych nie było. A tak w zasadzie to przejdźmy do dnia przed turniejem, o którym… Zresztą powiedz mi co się wydarzyło w piątek.

Otóż jeden z zawodników LX Temu "wysypał się", że gracze LX Temu - jak to on wtedy określił - używają trainerów do podkręcania sobie save’ów celem zwiększenia umiejętności kierowcy. To działało na takiej zasadzie, że było to w praktyce ominięcie regulaminu zakazującego ustawień samochodów – w końcu dlatego był wybrany bonusowy samochód, aby nie było tych ustawień, aby każdy miał równe szanse. Natomiast ten gracz stwierdził, że w LX Teamie znaleźli sposób ustawienia sobie długości biegów itd. Wiadomo, że stworzyły się dwie frakcje – jedna to był LX Team, który bronił swojego pomysłu, a druga to była cała reszta, która uważała to za ominięcie regulaminu graniczące z cheatem.

Czym to się skończyło?

Tym, co niektórzy mówili od samego początku, czyli ustaleniem jednego save'a dla wszystkich osób w turnieju. Szkoda, że potrzeba było do tego trzygodzinnej, nocnej dyskusji w hotelu, aby coś takiego zrobić. Ba, jeszcze był potrzebny telefon do Chrisa.

Przejdźmy do soboty. Jak ci się podobała organizacja turnieju NFS?

Chłopaki wpadli na dobry pomysł z podzieleniem drabinki na dwie połówki co mogło znacząco usprawnić przebieg turnieju. Niestety nie usprawniło bo jak przyszedłem na halę o 9 pierwszy mecz rozegrałem o 15:30...

15:09

No, 15:09, powiedzmy, mniej więcej. W każdym razie jest to okres czasu straszny, przez który zdążysz się zmęczyć, zgłodnieć, znudzić. Mieliśmy 40-minutową sesję na początku, a potem z doskoku po jednej, dwie mapki. Naprawdę pozostawiało to jakiś wpływ na jazdę.

Ale przyznasz, że Panish i Dazoo nie mieli wpływu na takie rzeczy jak stan serwera za oceanem, czy zainstalowane Windows 7 na komputerach...

Akurat na Windows 7 podejrzewam, że mieliby wpływ ponieważ z tego co pamiętam przed jednym z turniejów było globalne przeinstalowywanie systemów. Nie wiem czy to nie było na ESWC w Poznaniu, gdzie miała być Vista, a Crazy z Marsem w noc przed turniejem wzięli się za reinstalacje systemów. Wydaje mi się, że coś takiego było. Sądzę, że to również nie byłby problem, gdyby administratorzy zamiast iść i balować z LX Teamem w pokoju hotelowym zostali na noc w hali i przeinstalowali system na XP. To akurat nie był problem, to była kwestia poświęcenia czasu.

Co było największym problemem tego turnieju?

Była to sama gra, problemy z siecią. Wyglądało to dokładnie tak jak na SECu z Chrisem w 2008. Przeciwnik znikał z mapy, jechało się time attack, a on czasami pojawiał się w różnych dziwnych miejscach. Potem dojeżdżało się do mety i okazywało się czy się wygrywało czy przegrywało. Stan taki wynikał zapewne z infrastruktury sieciowej - nie znam się na tym, nie wiem jak to dokładnie wygląda. Przez większą część turnieju był to time atack z crashami na pierwszym okrążeniu. Myślę więc, że zwłaszcza jeśli chodzi o pierwszą część drabinki mogło tam być kilka wypaczeń.

To był główny problem?

Z mojej perspektywy tak. Ponadto głównym problemem było to, że chłopaki jakoś nie garnęli się do podejmowania żadnych decyzji związanych z tym. Było jedno hasło "czekamy". Wiadomo było, że w tym czasie grał Counter Strike, który gromadził dużą liczbę publiki i powodował duże obciążenie sieci. Nie wiem czy była jedna sieć, czy było to podzielone. Natomiast hasło było jedno: "czekamy". No i tak sobie czekaliśmy do tej 15. Natomiast myślę, że o wiele bardziej sprawiedliwym wyjściem byłoby już o godz. 12 zarządzenie, że przeprowadzimy część turnieju systemem time attack. Bo de facto było to time attack z crashami i myślę, że wtedy bardzo wielu problemów udałoby się uniknąć. Byłoby też o wiele milej i przyjemniej.

To po co jechać na turniej skoro można zrobić time attack w zaciszu swojego domu. Nie uważasz, że twoja propozycja jest bez sensu?

Uważam, że przy problemach takich jakie były, było to dobre rozwiązanie. Przede wszystkim to nie jest mój pomysł, podpatrzyłem go od adminów SECu, którzy są powszechnie uznawani za najlepszych adminów NFS'a na świecie. Skoro oni to zrobili na Mistrzostwach Europy coś w tym musi być. Wiadomo, do wyboru były dwie rzeczy: albo czekamy do usrania, albo przeprowadzamy turniej w takiej formie na jaką pozwalają warunki. Ja na miejscu adminów postawiłbym na przeprowadzenie turnieju w formie zapewniającej wszystkim graczom równe warunki. Bez czegoś takiego, że nagle spada mi z nieba Grzeynick i mnie wbija w ścianę, tak jak miało to miejsce w meczu z MAJKELem - są to wypaczenia. Na szczęścia tak się ułożyło, że mecze w pierwszej części drabinki były w większości rozgrywane pomiędzy graczami LX Teamu, którzy nawzajem do siebie pretensji nie mieli. Natomiast gdyby takie wypaczenia miały miejsce w drugiej części drabinki to myślę, że byłoby o wiele bardziej gorąco.

Jednak chyba największym problemem były...

Kolizje.

Widzę, że dawkujesz czytelnikom emocje. Największym problemem były kolizje i kwestia fair play.

Może nie tyle kolizje co całkowicie dziwaczne podejście sędziów do tematu. Z góry było wiadomo, że gra jest jaka jest, że są kolizje i że trzeba coś z tym robić. I znowu przywołam doświadczenia z SECu, czy też z Pucharu Polski, który był również przeprowadzony z kolizjami przez tych samych ludzi. I tam nie było żadnych powtórek, nie było mowy na ten temat. Po prostu było z góry wiadomo, że gra jest jaka jest i trzeba w tym temacie działać. Ja nawet przed turniejem powiedziałem Dazoo, że są gracze, którzy preferują taki, a nie inny styl jazdy. Miałem nadzieję, że on to weźmie do siebie, ale nie wziął. Efektem tego był m.in. finał, który był kompromitacją na scenie NFS'a. Powiem wprost: wina za to leży w dużej mierze po stronie sędziów, którzy nie potrafili wprost powiedzieć "jedziemy raz, co będzie to będzie", ewentualnie zasada taka i taka. Tylko za każdym razem w spornym temacie była podejmowana decyzja, nie było żadnego precedensu. W efekcie stracił m.in. MAJKEL, który miał o wiele większe prawo domagać się powtórki swojej mapy grając z Grzeynickiem niż Krzychoo w meczu ze mną. Nie było żadnej konsekwencji w tym.

No ale przyznasz, że jak już decyzje były to zdarzyło ci się ich nie respektować. Chodzi mi o sytuację, w której walnąłeś w stół i kazałeś sobie wezwać Hayabuse.

Sytuacja była taka, że na drugiej mapie, Trevino, przy stanie 1:0 dla mnie Krzychoo trzykrotnie próbował wyrzucić mnie w toru, co było wyraźnie zarejestrowane na filmie. Trzy razy mu się to nie udało - okazało się, że mój brak doświadczenia w kolizjach czasem pomaga - udało mi się jakoś wyjechać i jechać dalej. Natomiast za trzecim razem Krzychoo próbował wyprzedzić mnie po zewnętrznej w sekwencji zakrętów, w którym ja w następnym zakręcie byłbym na wewnętrznej, czyli na lepszym torze. W tym celu zgwoździował mnie do ściany. NFS: Undercover jest taką grą, w której w przypadku jakiekolwiek kolizji na chwilę tracisz sterowność nad samochodem. I tak się właśnie stało, obaj straciliśmy sterowność i wjechaliśmy w ścianę. Ja pojechałem dalej, on się rozłączył. No moim zdaniem już sam fakt, że on wcześniej dwukrotnie próbował - zresztą, raz skutecznie - wyrzucić mnie z drogi był podstawą do stwierdzenia, że to nie ja w tym meczu byłem stroną agresywną Zresztą po naszym meczu usłyszałem, że na ostatnim zakręcie na Peaku próbował we mnie wcelować. Myślę, że to również jest jakąś argumentacją. Sprawa była taka, że ja miałem twarde dowody w postaci filmu, a Krzychoo miał tylko swoje widzi mi się. Mimo to decyzja została podjęta taka a nie inna, dodajmy po półtorej godziny rozmów i zmieniania tej decyzji co dwie minuty. Najpierw było tak, że powtórzmy Malcolm, potem tylko Trevino, potem znowu Malcolm, potem znowu Trevino, potem nic. I tak się ciągnęło. Więc po prostu stwierdziłem, że nie ma to sensu i tyle.

Ale teraz drwisz z tej decyzji a przypomnę, że sam chciałeś aby podjął ją Hayabusa. On ją podjął i dalej z niej drwisz, chociaż to był twój warunek grania dalej. Sądziłeś, że Hayabusa powie, że realia gry są takie jakie są więc powinno się liczyć, że ty wygrałeś tą mapę.

Liczyłem, że sędzia bardziej doświadczony będzie w stanie w sensowny i logiczny sposób podjąć decyzje i się nie zawiodłem, bo tak to wyglądało. Trwało to 3 minuty. Mieliśmy do czynienia z człowiekiem, który nie ma żadnego doświadczenia w grach z serii Need For Speed, a mimo to był w stanie o wiele prościej, szybciej i kulturalniej podjąć decyzję, która tak naprawdę nikomu nie przeszkadzała. Wielkie dzięki mu za to, że poświęcił ten czas i on w przeciwieństwie do chłopaków miał jakieś konkretne argumenty za taką decyzją. Natomiast nie było to tak jak w przypadku Dazoo, który podszedł i stwierdził, że jeśli mi nie idzie na turnieju to nie jest jego problem, ale ja mam mapę powtórzyć albo mnie wyrzucą. No jest to chyba troszeczkę inny poziom sędziowania i tu wychodzi niestety adminowanie turnieju o 5000 zł przez parę licealistów, a przez Pana Janusza, który ma więcej lat doświadczenia w tym niż my żyjemy na świecie.

Po tej decyzji po raz pierwszy zdarzyła się sytuacja, że po tym jak się zdenerwowałeś, nakręciłeś - jak zwykle - udało ci się to wygrać. Ale po niej pozdrowiłeś drugą część stołu gestem pana Kozakiewicza z olimpiady z Moskwy. Dlaczego?

Po tym powtórzonym Trevino - które przegrałem bo Krzycho przez ten czas kiedy toczyła się debata uczył się nowego toru jazdy - wszyscy zaczęli bić brawo, cieszyć się itd. i już chyba witali się z gąską. Ja tej gąsce łeb urżnąłem i to był manifest radości dokładnie taki sam jak w przypadku Majsa na ESWC 2008 – pozdrawiam Majsa. Majs planuje powrót do NFS'a więc myślę, że będzie ciekawie...

Jak co roku planuje ten powrót.

Ale ten NFS mu się naprawdę podoba i sądzę, że jeżeli Majsowi w ciągu najbliższych dwóch miesięcy nie zniknie werwa to zobaczymy go w akcji, z czego bym się bardzo cieszył.

Zaraz mi powiesz, że ludzie ci zarzucają brak fair-play, ale przyznasz, że nie było to sportowe zachowanie – to było wręcz chamskie, pokazanie komuś gestu Kozakiewicza po tym jak się wygrało. I to nie był żart, to było na serio.

Dobrze, powiedzmy że pan Władysław Kozakiewicz wykazał się brakiem kultury. Sytuacja była dokładnie taka sama, pokazał gest publice, która mu nie kibicowała. Zrobiłem dokładnie to samo co on tylko na mniejszą skalę. Cała publika, czyli w tym momencie cały LX Team, bo powiedzmy szczerze nikt więcej tych zmagań nie obserwował i to również było winą po części położenia, po części faktu, że nawet nie było nas na planie imprezy. A poza tym np. w CS to jest norma, że się wstaje i się mówi, że "zrobimy im k... Irak" itp.

U nas takiej normy nie było. Po meczu z Krzychem zagrałeś z NaDoLem. Zwróć uwagę, że tutaj rywalizacja wyglądała już zupełnie inaczej - nie było problemu z restartami, wstawaliście do siebie, rozmawialiście, nie było najmniejszych problemów. Dlaczego z NaDoLem można było, a z Krzychem i potem ze smenderem już nie.

No obstawiłem NaDoLowi tysiaka, ale myślę, że ponieważ podwiózł mnie do Łodzi w tą i z powrotem, plus do tego zaserwował nam kilka atrakcji np. w postaci spalonego sprzęgła w Galerii Łódzkiej jadąc pod górkę i do tego do tyłu, to jesteśmy rozliczeni. <śmiech> W meczu z NaDoLem na dobrą sprawę gdybym bardzo chciał to jeszcze mogłem się rozłączyć. Nie zrobiłem tego, a gdyby taka sytuacja była odwrotna to myślę - mam nadzieję - że NaDoL również by tego nie zrobił. Różnica podstawowa polega na tym, że to jest troszeczkę na innej zasadzie. Nie chce mówić, że kiedy walczysz z LX Team'em to oni idą po trupach, ale takie odniosłem wrażenie po tym turnieju. Zarówno ja jak i NaDoL w pewnym momencie machnęliśmy na to ręką i co będzie to będzie i wyszło jak wyszło.

Ale kiedyś NaDoLowi takie zarzuty stawiałeś, że on chodzi po trupach, a na tym turnieju ewidentnie mu nie zależało.

NaDoL jeździ twardo, walczy twardo, ale nie walczy nie fair. Owszem, te wszystkie sześć czy siedem startów, które mieliśmy na Malcolm były twarde, ale nie było tam jakiegoś celowego zamiaru wywalenia mnie z toru bądź vice versa. Po prostu była twarda, męska walka.

To kto twoim zdaniem nie walczył fair na tym turnieju?

smender i on sam o tym wie i mnie za to przeprosił, pewnie NaDoLa również.

Kiedy cię przeprosił?

Dzień po turnieju.

W Łodzi?

Nie, to było w poniedziałek po powrocie do domu. Oczywiście w tej chwili można powiedzieć, że ma 3500 zł w kieszeni więc mu nie zależy, ale z drugiej strony trzeba docenić miły gest. Ja mu powiedziałem, że wygrał i chwała mu za to, natomiast jak oceni to w jaki sposób wygrał to zobaczy sam za rok kiedy przy następnej Lidze Cybersport spojrzy sobie na ten czek, który będzie wisiał nad jego łóżkiem i wtedy sobie przypomni. Bo wszyscy mamy rzeczy, z których nie jesteśmy dumni, ja również. Natomiast na pewno niechciałbym wygrać dużego turnieju w taki sposób w jaki zrobił to smender. Mogłem to zrobić, mogłem się dalej kłócić. Natomiast była to decyzja, którą świadomie podjąłem. Wolę być czwarty po twardej, ale uczciwej walce niż pierwszy bo wszystkich wyrzuciłem i wiedzieć, że każdy mi gratuluje, a w duchu myśli że i tak jestem dupkiem. Problem polegał na tym, że - to co mi powiedział Gooral po turnieju - nie było ustalonej kwestii crashowania. Najlepiej jakby był jeden start i jak wyjdzie tak wyjdzie i trudno. Gdyby tak było to gracze również o wiele bardziej uważaliby z crashowaniem. Gdybyś nie miał perspektywy, że zrobisz maślane oczy i będzie powtórka to czułbyś to większe ryzyko, że crashowanie w tej grze jest losowe.

I już wyobrażam sobie sytuację, w której po starcie mapki gracze najpierw starają się siebie wyeliminować by zapewnić sobie wygraną na niej, wtedy dopiero by były agresje.

Byłoby tak samo jak teraz tyle, że bez powtórek. A dodam nieśmiało i żartobliwie, że wszystkie pierwsze starty wygrywałem. <śmiech>

Kiedy ty skończyłeś grać ze smenderem zastała nas już ciemna noc, i miał miejsce mecz o awans do finału pomiędzy smenderem a CDBulczim. Jak go ocenisz?

Ocenię to w ten sposób, że Bulczi udowodnił, że nie pasuje do LX Team'u, ponieważ nie idzie po trupach, ma wysoko rozwinięty fair play. Zrobił to co zrobił, miał do tego prawo, natomiast jestem ciekawe czy smender będąc na jego miejscu zrobiłby to samo. Nie znam kulisów tego zajścia, widziałem tylko że chłopaki próbowali się nawzajem wyprzedzać i skończyło się to na tym, że smender wylądował na ścianie, a Bulczi pojechał dalej. Bulczi podjął decyzje, aby przepuścić smendera do przodu. Czyli tak naprawdę podarował smenderowi finał, chociaż w mojej opinii Bulcziemu on się cholernie należał, bo jeździł świetnie. Myślę, że gdyby to on przeszedł do finału miałby duże szanse na wygraną.

Światła zaczęły gasnąć, CS żeński kończył, a my rozgrywaliśmy finał pomiędzy smenderem a NaDoLem – dla mnie najbardziej zdumiewający mecz jaki kiedykolwiek widziałem w NFS’ie. Jak finał wyglądał z twojej perspektywy?

Finał był po prostu beznadziejny, to była kompromitacja. Gdyby ktokolwiek to oglądał poza adminami Quake’a, gdyby oglądała to jakakolwiek publika, gdyby to było na scenie byłaby to całkowita kompromitacja NFS'a. Bardzo dobrze, że nikt tego nie widział.

Ale co było kompromitacją?

W finale najbardziej wyszedł na wierzch sposób jazdy smendera, czyli plus prawo, plus lewo i w przeciwnika byleby tylko wygrać start. Wszystkie wyścigi rozgrywały się na pierwszym zakręcie, po którym jeden z graczy się rozłączał, a drugi nie. Znowu było tak, że raz robimy powtórkę, a raz jej nie robimy. Miała miejsce całkowicie kuriozalna sytuacja, w której smender wygrał dwie mapy po których podchodził już gratulować NaDoLowi, a nagle dowiaduje się, że jeszcze jedną mapę powtarzają. Znów tu wyszło wszystko to, o czym mówiłem, czyli brak jakichkolwiek zasad dotyczących powtarzania, brak konsekwencji sędziów itd. itp. Ogólnie był to beznadziejny finał, to nie był mecz godny finału.

Ale sam przyznasz, że też niezłego rabanu narobiłeś dzień przed turniejem jak i też podczas rozgrywek.

W dyskusji na temat regulaminu myślę, że były dwie główne postacie, czyli ja i Grzeynick. Jemu nikt tego nie będzie pamiętał, chociaż powinien bo była to zawsze osoba spokojna, wyważona, natomiast tutaj mu się aż ręce trzęsły. Bardzo dużo do powiedzenia mieli ci, co nie powinni mieć nic do powiedzenia, bo nie dotyczyło to ich bezpośrednio np. Planet. A bardzo mało do powiedzenia mieli ci, którzy powinni mieć do powiedzenia najwięcej, czyli admini. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że jedni gracze zostali napuszczeni na drugich i ktoś po prostu siedział jak wielki brat w The Sims 3 i patrzył, co z tego wyjdzie. Ponieważ nie wyszło nic to zadzwoniono do Chrisa o godz. 2 w nocy – to jest w ogóle święty człowiek, że ten telefon odebrał. Jemu możemy dziękować, że ten turniej w ogóle się odbył. W takim razie Krzysiek na drugi raz powinien być adminem.

No ale walenie w stół, krzyczenie, darcie się, odchodzenie, pokazywanie gestu Kozakiewicza, nie podanie ręki smenderowi po meczu... Ostatnio w komentarzach na NFScup.pl pojawił się zarzut potwierdzony przez innych...

...przez JMMY’iego i Planeta...

...że scena NFS bez ciebie wyglądałaby o wiele lepiej.

Nie wiem skąd Planet ma prawo do wypowiadania się na temat kluczowych zasad, skoro był na raptem dwóch turniejach i ograniczał się jedynie do picia piwa z administratorami. Jest to osoba, która na co dzień nie jest na scenie NFS'a, nie ma kontaktu ani z nią, ani z graczami. Sam nie gra, teoretycznie jest redaktorem NFScup.pl ale nigdy nic nie napisał tylko zmontował jeden filmik - jest mnóstwo innych osób które miałyby większe prawo do wypowiadania się na te tematy, a on nie ma o tym pojęcia i się tym nie zajmuje.

A JMMY, który już w LX Team nie jest, także ma do mnie pretensje. Podejrzewam, że ma on duże pretensje do Chemika dlatego, że wydał się jego cheat. Natomiast jeżeli się oszukuje lub próbuje się oszukać powinno się mieć pretensje tylko do siebie, a nie do całego świata, że to wyszło na jaw. Ale jeżeli ma się pretensje do całego świata to można było nie rozsyłać wcześniej filmików. Więc pretensje do mnie bądź do Chemika to jest jakaś szyderstwo. Ponad to JMMY już dwukrotnie wywoływał swoimi wypowiedziami flejmy za które potem przepraszał - raz w temacie dotyczącym TrackManii na WCG, a potem w dyskusji na temat regulaminu finałów Ligi.

Chodzi mi o Panisha.

Panish jest osobą, która zarzuca mi hipokryzję. Natomiast prawda jest taka, że on sam na NFScup.pl i prowadzeniu jego wybił się najbardziej bo jeździ sobie teraz z Electronic Arts po świecie, prowadzi sobie imprezy za ładne pieniążki. W momencie kiedy przyszła odpowiednia pora to jeszcze wyciągnął łapy po pieniążki od sceny, aby pomogła mu finansować projekt, na którym on sam się wybija. Po czym kiedy odzewu nie było to po prostu zamknął portal. A potem go zreaktywował w takiej formie, jaką mu polecałem, czyli na Word Pressie. I ja jestem w tym momencie hipokrytą? Myślę, że trzeba porównać jego działanie jako aktywizatora sceny do tego, co robił Raven na scenie Starcrafta - oczywiście rozmiaru nie można porównać. Panish chciał mieć niewiadomo jaki portal, zbudowany za pieniądze sceny, który tak naprawdę nie był nikomu do niczego potrzebny. Natomiast Raven środki, które zbiera przeznacza na rozwój sceny, nie bezpośrednio jakiegoś swojego portalu - on to robi dla ludzi. Natomiast nie wiem komu był potrzebny NFScup.pl postawiony, dajmy na to, na CMSie Agory za duże pieniądze. Tu różnił się cel. Można zestawić sobie te dwie osoby i ich działania i sobie porównać, kto lepiej działa na rzecz swojej sceny.

No dobrze, a to nie podanie ręki smenderowi po jego wygranej z tobą?

Bo on ze mną nie wygrał, on po prostu dwa razy wyrzucił mnie z mapy. Ja mu powiedziałem po turnieju, że przykro mi, że nie miał cojones, żeby ze mną normalnie walczyć i uciekał się do takich sposobów. Nie czuje się pokonany w tym momencie, bo gdyby nie było tych dziesięciu restartów to sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Nie była to dla mnie walka, nie był to dla mnie wyścig. Nie mam powodu, aby komuś gratulować, albo przyjmować kondolencje od kogoś.

Łukaszu, a może to jest twoja czysta hipokryzja. Może gdybyś był pierwszy czy drugi, zgarnąłbyś tysiąc czy 3,5 kawałka...

Może gdybym był...

Moment! ...nie rozmawialibyśmy o tym? Może robisz ten raban tylko dlatego, że nie wygrałeś, bo gdyby tobie udało się tak wygrać nie byłoby dyskusji?

Zawsze wiele osób zarzuca mi gdybanie, więc powiem tak jak powiedziałby Gooral na moim miejscu: nie ma co gdybać, jestem czwarty, rozmawiamy tak jak rozmawiamy, a gdybanie możemy odłożyć sobie gdzieś na półkę. Jedno mogę powiedzieć na pewno: żałuję, że nie wygrałem z tej perspektywy bo jakbym turniej wygrał to moje zastrzeżenia co do jego organizacji i sędziowania bolały by o wiele bardziej.

Czy nie zabrakło ci spalenia na scenie pudełka z Need For Speed: Undercover?

Bez przesady, to nie Undercover był zły, był całkiem niezły wbrew pozorom. Gdyby na turnieju puścić wszystko tak jak jest, bez żadnych powtórek, bez żadnego gadania, wszyscy by się przyzwyczaili do warunków, wiedzieliby jak jest.

Czekaj, czyli w zasadzie całą winą za turniej obarczasz sędziów: Panisha i Dazoo?

Jest dla mnie całkowicie dziwną sytuacją, kiedy Dazoo w trakcie turnieju mówi mi, że oni nie mogli czegoś sprawdzić, bo nie mieli na to czasu. Na drugi dzień dzwonie do Crazy’iego, opowiadam mu sytuacje o których nie powinien mieć pojęcia, bo ze sceną nie ma kontaktu, a on mi mówi, że wie o co chodzi bo to sprawdził. Myślę, że wychodzi ta różnica podejścia... Sędzia jest od tego, żeby wiedzieć to wszystko co wiedzą gracze plus to na co mogą wpaść. I tak robią od lat sędziowie na SECu, tak robił Crazy. Szkoda, że chłopakom się tak zrobić nie chciało z różnych powodów.

Undercover się skończył, zadowolony z tego jesteś?

Nie.

Dlaczego?

Bo mam niedosyt.

Teraz przyszedł NFS: Shift. Czy masz zamiar grać?

Nie wiem. Na pewno nie wystartuje w turnieju CyberAreny bo nie mam konta w Plusie i jest to fizycznie niemożliwe.

A czy zastanawiałeś się nad tym by zakończyć swoją NFS'ową karierę?

Oczywiście, że tak. Mam 24 lata i moje priorytety życiowe powinny się powoli zmieniać i już się zmieniają, bo NFS'a nie ma w moim życiu tyle ile było powiedzmy 2 lata temu. Bardzo dużo zależy od tego czy NFS będzie w tym roku na WCG.

A uważasz że będzie?

Z jednej strony chciałbym, z drugiej obawiam się jak ta gra rozwinie się turniejowo. Chciałbym dać jej szansę w jakimś turnieju, zobaczyć jak wygląda. Myślę, że nie tylko ja uzależniam swoją decyzję od WCG.

Czy uważasz, że NFS powinien być obok TrackManii czy ją wyprzeć?

To są gry trochę innej kategorii. Ja zawsze byłem zwolennikiem tego, aby gry różnych kategorii ze sobą współistniały. To jest oczywiste i nikt się na to nie obraża, że my jako gracze NFS'a jesteśmy pod graczami Live For Speed'a czy rFactora w hierarchii. Tak samo gracze TrackManii są pod nami – chodzi o poziom złożoności gier. I my się na to nie obrażamy, przynajmniej ja. Chciałbym żeby kiedyś przyszedł taki dzień, żeby chłopaki z TrackManii przestali się na to obrażać, żebyśmy mogli współistnieć. Byłoby to korzystne dla wszystkich.

A może masz zamiar grać, ale przestać się udzielać na scenie, tak jak z chęcią wiele osób by to widziało?

Nie wiele osób tylko trzy, o których już wystarczająco dużo powiedziałem. Wiesz co, jeśli napisze do mnie kiedyś jedna z trzech osób, które cenie na scenie NFS'a i powie: lecho, posłuchaj, zmień to czy tamto albo idź sobie bo my cię tu nie chcemy to wtedy wezmę to pod uwagę...

Chris, Karmel lub kto?

Niech to pozostanie moją tajemnicą, czyje zdanie najbardziej cenię i czyje opinie miały na mnie największy wpływ.

A co dalej ze sceną?

Nie wiem. Jeżeli wycofał się Crazy i Matador to cała scena jest w rękach Panisha i Dazoo. Mam szczerą nadzieję, że Jarek wróci do organizowania turniejów, że spełni swoje sędziowskie marzenie, czyli poprowadzi WCG w przyszłym roku, bo nie widzę innej osoby, która byłaby w stanie tak duże turnieje poprowadzić.

Dzięki za rozmowę i powodzenia.

Dzięki.

 

Rozmawiał: Maciej "Psycho Mantis" Stępnikowski